poniedziałek, 17 grudnia 2012

Rozdział 2. "Love and enjoy all the moments"


Z garderoby wyszedł Paul i powiedział, że dzisiaj nie możemy się spotkać z chłopcami, gdyż właśnie otrzymali straszną wiadomość i nie są w stanie z nami porozmawiać. Al zesmutniała i powiedziała, że to bardzo źle i żeby pozdrowił chłopców. Ja Cię.. Dzisiaj znowu go nie spotkam.  Kurde. Wyszłyśmy z hali na której odbywał się koncert i wróciłyśmy do domu. Chwilę po wejściu do domu zaczął dzwonić mój telefon. 

*rozmowa telefoniczna*
-Słucham ?
-Witam, z tej strony policja. Czy rozmawiam z panną Eva ?
-Tak, coś się stało ?
-Więc, mam dla pani źle wieści. Pani ciocia niestety nie żyje.
-Co, jak to? Jak to się stało?- zachowywałam się normalnie. Chyba mi to jeszcze do mnie nie dotarło.
-Pani ciocia została potrącona przez samochód.
-A gdzie teraz jest ?
-W Londynie. W centrum Londynu.
-Rozumiem. Miała coś przy sobie ?
-Tak. Miała telefon, pieniądze i torbę.
-Dobrze. Będę mogła je zabrać?
-Tak. Proszę przyjechać na komisariat.
-Yhm. Będę za chwilę.
-A proszę pani. Ciocia miała jeszcze przy sobie zdjęcie jakiegoś chłopca. Ale porozmawiamy na komendzie.
-Dobrze. Do widzenia.
*koniec rozmowy*

-Al ja, ja jadę na komendę.
-Eva, po co ? Coś się stało ? Źle wyglądasz.
-Moja, moja ciocia.. One nie żyje. Była jedyną osobą jaką miałam. -rozpłakałam się.
-Dobrze. Nie płacz. Pojadę z tobą.
-Oki. Jedźmy.
Zeszłyśmy do samochodu i pojechałyśmy.
Byłyśmy juz pod komisariatem. Weszłam do środka.

*10 dni później*
Przez ostatnie dni załatwiałam sprawy organizacyjne zawiązane z pogrzebem cioci. Zadzwoniłam wszędzie, gdzie się dało i nadal nie wiedziałam, kto to zrobił. I o jakim chłopcu mówił ten policjant przez telefon. Nie mogłam się dowiedzieć od 10 dni, gdyż sprawdzali kto to jest i czy to nie on ją potrącił. Nie pokazali mi nawet zdjęcia.

*dzień pogrzebu*
Byłam przygotowana, że kiedyś ten dzień nadejdzie. Ale nie sądziłam, że stanie się to tak szybko. Ciocia zawsze mówiła, że nie chcę żebym na jej pogrzebie wyglądała jak kobieta nie mająca życia przed sobą. Prosiła, żebym założyła coś ładnego i kolorowego, a nie czarnego i smutnego. Przyrzekałam jej, iż ubiorę się kolorowo. Nie dotrzymałam słowa. Ubrałam się w czarną spódnicę i bluzkę, jedyne co założyłam kolorowego, był to płaszcz.
Wszystko było już przygotowane. Ciocia nie miała za dużo znajomych, więc łatwo było ich zaprosić, na jakże wyniosłą uroczystość. Wszystko jednak popsuł mi ON...
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Vas happening ?Jutro będzie następna część. Wiem, że krótkie i bezsensu i że nie ma jeszcze 1D, ale wkrótce się pojawią. Myślałam nad tym, żeby jutro wstawić, ale nie. Wstawię dzisiaj. Idę spać, bo jutro kartkówka z francuskiego. :) papa xx <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ^^

1 komentarz: